Roma Gąsiorowska to najgorętsze nazwisko sezonu. Jesteś gotowa na to, co się wiąże z popularnością? Wykonuję swój zawód, popularność nie jest szczytem moich marzeń, nie do tego dążyłam, to jedynie konsekwencja podjętych przeze mnie wyborów. Doprowadziłam do sytuacji, w której zaistniałam na dobre w świecie filmowym. Zobaczymy, co będzie dalej.
HONOR Budowałaś swoją obecną pozycję konsekwentnie, małymi krokami. Dlatego się tym tak nie zachłystuję. Rozumiem to całe wielkie boom--boom: plakaty na mieście, kilka filmów, w których zagrałam, wchodzi kolejno do kin, przygoda z serialem. Cieszy mnie to, co dzieje się wokół mnie, ale nie czuję się specjalnie wyróżniona. Nie marzyłam o tym, by być sławna (śmiech). Aktorzy wystawieni są jednak na publiczny widok: niezależnie, czy grają w serialu o milionowej oglądalności, czy też w teatrze w Słupsku. Gdy wybierasz aktorstwo, jednym z powodów jest to, że chcesz, żeby ktoś cię zauważył, docenił. Tkwi w tym pierwiastek ekshibicjonizmu. To zupełnie inne podejście niż to, które -zdaje się -obowiązuje w polskim światku aktorskim. Aktorstwo to konfekcja, seriale, tańce na lodzie. Jestem po drugiej stronie. Dostrzegam to coraz częściej, że aktorstwo kojarzy się właśnie z czymś płaskim, nieistotnym. To dla mnie smutne. Moi rówieśnicy zaczynali z zupełnie innym nastawieniem do zawodu niż ludzie zdający teraz. Oczywiście, były inne realia, nie było tylu seriali, okładek, dziwnych programów w telewizji, ale to właśnie w takich okolicznościach trzeba bronić honoru aktora.
Ty zagrałaś tylko w dwóch serialach -"Pitbullu" i "Londyńczykach". Reszta to teatr i film. Staram się nie brać udziału w przedsięwzięciach, które mnie nie ciekawią. Moje życie zawodowe to sinusoida: raz przez pół roku nie robię nic, a czasami -na przykład tak jak teraz -nie mogę mieć dla siebie ani chwili, terminarz mam wypełniony do października. Pamiętajmy, że filmy w Polsce powstają parę lat, bywa, że dla mnie film jest już sytuacją zamkniętą, a dopiero trafia na ekrany. Czuję się w pewien sposób niestereotypowo: nie mam klasycznej urody, mam specyficzne podejście do zawodu, ktoś, kto decyduje się na tego typu aktorkę, też pewnie świadomie wybiera.
Mówisz o urodzie: przed wywiadem wszedłem na forum internetowe, gdzie ludzie piszą, że jesteś najpiękniejszą polską aktorką. Widzisz, nigdy nie czytam komentarzy, które mnie dotyczą. Mam do opinii innych ogromny dystans. Trzeba mieć zbudowaną wokół siebie niesamowicie mocną bańkę ochronną, by znieść zarówno krytykę, jak i pochwały, inaczej mogłoby się to źle skończyć. A poza tym wiem, że są piękniejsze ode mnie (śmiech).
EKSPERYMENT Grasz specyficzne postaci. To najczęściej nietuzinkowe dziewczyny. Przebojowa Magda z "Wojny polsko-ruskiej", nieszczęsna głupiutka Mariolka w "Londyńczykach", aktorka porno w "Zerze"? Takie postaci mnie pociągają. Moje warunki fizyczne pozwalają na odgrywanie szerokiej gamy postaci. Mogę być kimkolwiek, w zależności od perspektywy reżysera: szarą myszką jak w "Futrze", mogę być najpiękniejsza w całej wsi jak Magda w "Wojnie.." (śmiech) czy neurotyczką w "ICH bin dein" Grzegorzka. Zależny mi na tym, by nie ograniczać swojego wizerunku jako aktorki.
Przy okazji roli Magdy mogłaś sobie poszarżować. Tak, na planie "Wojny.." panowały ekstremalne warunki, intensywne stany skupienia. Z Xawerym (Xawery Żuławski, reżyser filmu -przyp. MT) pracuje się fantastycznie. Od razu mu zaufałam, polubiłam jako człowieka. Wszyscy poddaliśmy się tej szalonej przygodzie. Nie miałam poczucia, które często mi towarzyszy na planie, że jestem sama. Xawery dawał poczucie bezpieczeństwa, dzięki temu mogliśmy iść w eksperymenty, nie bać się radykalnych rozwiązań. Kiedy ktoś siedzi za monitorkiem i naprawdę czuwa nad całością, czujesz się bezpieczniej.
Powieść Masłowskiej albo kochasz, albo jej nienawidzisz. Z tym filmem będzie podobnie.
Masłowska jest Twoją przyjaciółką. Miałaś poczucie odpowiedzialności wobec niej, uczestnicząc w tym projekcie? Bardzo chciałam to dla niej zrobić. Dorota bardzo cieszyła się tym, że film powstawał. To dla nas wspólna przygoda -cieszy mnie to, że wystąpiła w filmie, mamy coś, co będziemy na starość wspominać, gdy pójdziemy z wnukami do parku na spacer.
AKTORKA Wróćmy do Mariolki. Ta postać dała ci największą rozpoznawalność. Mariolka nie jest najbystrzejszą postacią. Nie chcę generalizować, ale często widzowie utożsamiają postać serialową z aktorem, czego akurat w tym przypadku chciałabym uniknąć. Niestety to się czasem zdarza. Kiedy ktoś niedawno powiedział mi, że Mariolka ma dużo z Romy, poczułam, że pali mi się grunt pod nogami. Oczywiście aktor, wcielając się w jakąś rolę, przejmuje myśli postaci, postawę, ale nie zespala się z nią. To niby jest oczywiste, ale wielu ludzi nie przyjmuje tego do wiadomości. Zdecydowanie bardziej cieszy mnie granie w kinie czy w teatrze.
Kiedyś powiedziałaś, że teatr to psychoterapia. Budowanie jakiejkolwiek postaci, a szczególnie w teatrze, gdy próby trwają trzy miesiące, a nie trzy tygodnie, poprzez zetknięcie się z innymi cechami, sytuacjami, umożliwia poznanie samego siebie. Zadajesz sobie pytania, musisz na nie odpowiadać. Wraz z doświadczeniem nabywasz techniki, która pozwala ci być gdzieś osobno od postaci, którą grasz. Jednak i tak przy konstruowaniu roli każdy aktor musi swoje bebechy wywalić na zewnątrz, to naturalna kolej rzeczy. Dopóki nie zdejmiesz swej codziennej maski, dopóty nie wejdziesz w rolę. Teraz zaczęłam próby w pewnym offowym projekcie i po raz kolejny zadaję sobie pytanie: po co ja to właściwie robię? A jednak kocham to dłubanie w sobie.
Mam wrażenie, że nie wytrzymałabyś w jednym miejscu specjalnie długo. Tak, mam dynamiczną naturę. Wszyscy się śmieją, że mam ADHD. Miewam przypływy niesamowitej energii, ale to zależy od tego, jaką czuję atmosferę. Potrafię się zupełnie wycofać, jeśli coś mnie nie interesuje, zaczynam ziewać. Jeśli coś szczególnie przykuje moją uwagę, jestem na pełnych obrotach, ludzie mają wtedy przerażenie w oczach, zastanawiają się, skąd u mnie tyle energii.
Powiedziałaś, że przed wejściem w kolejny projekt pytasz siebie o jego sens. Dopuszczasz możliwość, że za parę lat nie będziesz aktorką? Oczywiście. Mam 28 lat, zaczynam już pewne podsumowania. Po paru latach w zawodzie widzę, jak to wszystko funkcjonuje, jak ja się w tym czuję, ile mnie to wszystko kosztuje. O tym się nie mówi, ale za aktorstwo płaci się wysoką cenę -każdy radzi sobie z tym w inny sposób. Praca nad sobą ma dla mnie większe znaczenie niż splendor i sława. Nigdzie się nie pcham, o nic specjalnie nie zabiegam. Ludzie to dostrzegają.
KOSTIUM Masz scenariusz marzeń? Chciałabym uzbroić się w inne rzeczy niż aktorstwo, by w wieku lat pięćdziesięciu nie musieć myśleć, czy mam zagrać w tym, czy w innym serialu, bo moje dzieci dorastają, ja muszę włożyć coś do garnka, a do tego jeszcze muszę konkurować z młodszymi aktorkami. Ten zawód jest dla kobiet okrutny -im starsza jesteś, tym mniej masz ciekawych ról do zagrania. Nie chciałabym specjalnie martwić się o następny dzień. Nie wyobrażam sobie, żebym do późnej starości była aktorką.
Masz plan awaryjny? Kostiumy. Od jakiegoś czasu się tym zajmuję, chyba z powodzeniem. Uszyłam kostiumy do dwóch spektakli w Teatrze Wytwórnia.
Szyjesz sama? Szyję od podstawówki, to nie jest jakieś świeże hobby. Kiedy byłam w liceum, chciałam iść do szkoły plastycznej, nie udało się, wylądowałam w szkole teatralnej. kiedyś pójdę do szkoły, która uczy projektowania. Chciałabym rozwijać wszystkie swoje talenty, nie ustawać w tym procesie. Zarówno aktorstwo, jak i projektowanie związane są z kreowaniem, tworzeniem czegoś. Z pewnością aktorstwo jest bardziej odtwórcze -aktor jest tworzywem w rękach reżysera, choć oczywiście to również od zestawu umiejętności aktora zależy efekt końcowy. Między reżyserem a aktorem jest dziwna zależność, nie wszyscy jednak myślą o aktorach jak o partnerach, zdarza się, że reżyserzy są despotami, którzy traktują nas jak gówno. Aktorskie ego zwykle powinno być jednak schowane w całym procesie tworzenia filmu czy spektaklu, mimo że to on świeci twarzą, a potem wszelkie głosy, również krytyczne, i tak spadają na niego.
KOLORY Łatwo się podporządkowujesz zamysłowi reżysera? To zależy. Czasami lubię, gdy powie mi dokładnie, co mam robić. Jednak gdy ktoś nadużywa swojej pozycji, dostaję szału i muszę sprowadzić go do parteru. Muszę mieć poczucie tego, że tworzę. Dlatego nie lubię grać w serialach. Kocham niektóre amerykańskie seriale, u nas formy na takim poziomie nie będą jeszcze długo powstawać. Szkoda.
Kwestia pieniędzy? Widzisz, ja myślę, że pieniądze to są, tylko muszą starczyć na drogi samochód i ogromny dom panów producentów. Poza tym producenci mają często fałszywe wyobrażenia co do oczekiwań innych i boją się, że coś się nie sprzeda -to obniża poziom sztuki. Dlatego bardzo ciepło wspominam pracę na planie "Pitbulla": to serial o czymś, prawdziwy. Praca była uczciwa, dostawaliśmy dużo ciepłych słów od widzów, nawet policjantów, którzy zwykle są sceptycznie nastawieni do wchodzenia w ich świat. Ale generalnie przyzwyczailiśmy się do systemu Biedronka: mało pieniędzy, dużo pracy. Polskie seriale to rozciągnięty do 45 minut product placement. Dla mnie polska telewizja to kolory. Nic więcej, tylko jaskrawe kolory, pod którymi ukryty jest człowiek. Nawet Mariolka jest kolorem, pod którym jestem gdzieś ja. Nie oglądam telewizji od kilku lat.
Czujesz się niedopasowana? Ja bym tego tak nie nazwała. Mam mnóstwo przyjaciół, którzy mnie rozumieją. A są takie kręgi, gdzie patrzą na mnie jak na totalnego freaka, ale ja też na nich patrzę w ten sposób. Nie jestem outsiderem, samotnikiem, wręcz przeciwnie -jestem totalnie towarzyską osobą. Ale nigdy nie mówię, że świat jest biały bądź czarny. Pomiędzy tymi kolorami są odcienie. Niektórzy tego nie widzą.