Ja piszę o życiu, inni o wampirach - rozmowa z Martą Fox

ustaw rozmir czcionki   ustaw rozmir czcionki   ustaw rozmir czcionki   Ja piszę o życiu, inni o wampirach - rozmowa z Martą Fox - prześlij znajomemu   Ja piszę o życiu, inni o wampirach - rozmowa z Martą Fox - wersja do wydruku
Autor: Ju?
Data: 19.10.2009
Dodaj do:   Dodaj do wykop.pl Wykop.pl    Dodaj do linkr.pl Linkr.pl    Dodaj do del.icio.us Del.icio.us   

O tworzeniu, inspiracjach, dzisiejszej młodzieży, tematach tabu i… - rozmowa z Martą Fox, jedną z najpopularniejszych polskich autorek powieści młodzieżowych.

Przez wiele lat była Pani nauczycielką języka polskiego w liceum. W jakim stopniu tamte doświadczenia pomagają Pani w pisaniu książek?

Tak, to prawda, dużo czasu spędziłam w szkole i zdobyłam doświadczenia, które mi pozwalają kreować wyobrażone sytuacje tak, by czytelnicy uznali je za najprawdziwsze. Poznałam szkołę z co najmniej dwóch stron: uczennicy, która biega po korytarzu oraz nauczycielki, która poskramia biegające uczennice. Poznałam szkołę z pozycji ławki i katedry. Lubiłam uczyć, rozmawiać z młodzieżą, „zarażać” młodych swoimi pasjami. Do tej pory jestem pewna, że z młodymi można góry przenosić, pod warunkiem, że pokaże im się swoje osobiste zaangażowanie.

Myślę, że tamte doświadczenia mi teraz procentują. Trudno mi tylko ocenić ich stopień, ale jestem pewna, że trudniej by mi się pisało powieści młodzieżowe, gdybym nie doświadczyła tego przejścia na drugą stronę, z ławki do katedry.

W szkole nie pracuje już Pani co najmniej kilkanaście lat. Od tej pory wiele się zmieniło, a Pani książki tętnią młodzieżowymi klimatami, jakby Pani teraz siedziała w gimnazjalnej ławce i obserwowała młodzież.

Może dlatego, że piszę o emocjach, a te przecież się nie starzeją. Zmieniają się zwyczaje, regulaminy, relacje pomiędzy uczniami i nauczycielami, ale młodzież w głębi pragnie tego samego – zrozumienia dla swoich problemów, akceptacji, sprawiedliwości, przyjaźni i miłości.

Jaka jest dzisiejsza młodzież? Jak się zmieniła od czasów, kiedy Pani była nastolatką, a potem nauczycielką?

Młodzi są bardziej otwarci, mają większe poczucie własnej wartości, nie są zahukani. Oni nie znają zasady źle pojmowanej skromności: „siedź w kącie, a znajdą cię”. Potrafią walczyć o swoje. Są praktyczni, uczą się tego, co im się przyda w życiu, na przykład języków. Patrzą na życie nie jak na przygodę, ale jak na mecz, który trzeba wygrać, bo ostatnich gryzą psy. Dlatego tyle rozprawiają o sukcesie. Często jednak zapominają o tym, że sukces nie spada z nieba jak biblijna manna, ale trzeba na niego zapracować. Udaje się bowiem najczęściej tym, którzy w siebie inwestują, mają prawdziwe pasje, wiedzą, ku czemu dążyć.

Zapewne są i tacy młodzi, którzy bezrefleksyjnie idą przez życie, nie chcą się uczyć, nie mają żadnych zainteresowań, piją alkohol, imprezują, zażywają narkotyki, ale muszę przyznać, że ja mam dużo szczęścia. Spotykam wspaniałych nastolatków, od których uczę się wielu rzeczy.

Skąd Pani czerpie inspirację, skąd pomysły na kolejne historie? Czy wzoruje Pani swoich bohaterów na osobach, które Pani zna, na przykład dawnych uczniach?

Inspiracje leżą na ulicy, tak samo jak pieniądze. Tyle, że trudniej mi zobaczyć pieniądze, nie mam w sobie żyłki bizneswoman, widzę natomiast więcej, patrząc na to, na co wszyscy patrzą. Umiem obserwować, zapamiętywać, a wyobraźnia podsuwa mi od razu ciąg dalszy. Tak się rodzą fabuły i moi bohaterowie. Nigdy nie jest tak, abym odwzorowywała w swoich książkach kogoś konkretnego. Ktoś konkretny natomiast może stać się prototypem bohatera, tak jak na przykład Agatka i Magda stały się prototypami bohaterek w powieści „Agaton-Gagaton”. W powieści powstaje swoisty kogiel-mogiel: trochę rzeczywistości, prawdziwych wydarzeń, do tego koloryzowanie, czyli wymyślanie, czyli to wszystko, co nazywa się fikcją. Zanim przystąpię do pisania, wiem, jaki problem stanie się głównym.

Gdyby się Pani miała, tak z przymrużeniem oka, zareklamować - co w Pani książkach jest wyjątkowego, co je wyróżnia na tle setek innych powieści dla młodzieży?

Należę do tego pokolenia, które nie bardzo potrafi się lansować. Ale czuję, czym się wyróżniam: otwartością, mówieniem o sprawach, o których jeszcze do niedawna wypadało milczeć, wnikliwością, także przekonaniem, że w każdym człowieku siedzi coś dobrego, trzeba go tylko posłuchać. Trzeba się zatrzymać i posłuchać drugiego, porozmawiać z nim. Moje powieści są rozmową.

To prawda, pisze Pani wprost o tym, co dla innych jest tabu. W sposób bardzo delikatny, subtelny, ale bezpośredni. Czy nie obawia się Pani krytyki z tego powodu?

Oczywiście spotyka mnie tzw. krytyka. Ale przecież o to chodzi, aby o książkach się dyskutowało, aby nie przechodziły bez echa, prawda? Pisarz bez czytelników nie istnieje. Kim byłby aktor, którego nie przychodzą oglądać widzowie? Jest mi oczywiście przykro, jeśli spotykam się z niezrozumieniem tego, co piszę, no ale nie każdy może wszystko pojąć i nie każdy musi akurat mnie jako pisarkę lubić. Jak któryś z rodziców chce, aby ich dzieci czytały tylko książeczki dla pensjonarek, to takie też istnieją, haha. Ja piszę o życiu, inni o wampirach. Ja analizuję związki między ludźmi, inni pomiędzy trollami. Wybór należy do czytelnika.

Pani zięciem jest jeden z najbardziej popularnych w Polsce artystów muzycznych - Piotr Kupicha. Czy sukces zespołu Feel miał jakikolwiek wpływ na zainteresowanie Pani twórczością?

Dobrze by było, aby miał, z wielu powodów. Gdyby Piotr przyczynił się do tego, że nastolatki będą więcej czytać, to byłoby pięknie. Myślę, że wiele nastolatek dowiedziało się przy okazji śledzenia wydarzeń związanych z Feelem, że jest Marta Fox – pisarka. Otrzymuję więcej listów takich w stylu: jest pani moją ulubioną pisarką, proszę o przysłanie autografu. Wiem, że wtedy piszą fanki Piotra. Bo moi czytelnicy piszą o tym, co przeczytali. Zdarza się jednak i tak, że fanka Feela sięgnie po moją książkę i ta książka jej się spodoba, więc sięga po następne.

Piotr Kupicha promuje najnowsze wydanie opowieści o Agatonie-Gagatonie. Jest to pewien chwyt marketingowy i na pewno okaże się skuteczny - zainteresowanie książką wzrośnie. Ale czy nie obawia się Pani opinii odbiorców, że „żeruje” Pani na czyjejś popularności?

Zapewne tak niektórzy powiedzą. Gdybyśmy chcieli się przejmować wszystkim, co ludzie mówią… Prototypem bohaterki była w tej powieści młodsza córka, Agatka, dzięki niej zaczęłam pisać powieści młodzieżowe. W ostatniej części chłopakiem Agatona jest ten, w którym Agatka się zakochała i za którego wyszła za mąż. Zmieniłam mu tylko imię. Książkę napisałam przed kilkunastu laty, a dziś jestem słynną teściową. Mój wydawca długo żył w nieświadomości, ale jak się dowiedział, czyją żoną jest Agatka, to poprosił Piotra, by polecił tę książkę. W przypadku każdej innej książki bym się na to nie zgodziła, bo nie znalazłabym motywacji do takiej reklamy, ale w tej jest kawałek życia Agatki i Piotra, a te wspomnienia, jak Piotr mówi, bardzo wiele dla nich znaczą.

Czy próbowała Pani pisać, będąc nastolatką?

Nigdy. Nic poza szkolnymi wypracowaniami. Pierwszy wiersz i pierwsze opowiadanie napisałam, mając 37 lat.

Nastolatek.pl publikuje teksty młodych ludzi, zarówno opowiadania, artykuły, jak i poezję. Czy Pani zdaniem publikowanie w takim miejscu może być dobrym pierwszym krokiem ku karierze pisarskiej lub publicystycznej?

Tak, oczywiście. To przecież pierwsza publikacja internetowa, w profesjonalnym portalu. Niekoniecznie trzeba myśleć od razu o karierze, może bardziej o przygodzie z pisaniem. Nie zawsze przygoda staje się profesją, ale fajnie jest zobaczyć swoje myśli czarno na białym.

W naszym przypadku nawet czarno na szarym! Czy interesuje Panią twórczość młodych ludzi? W końcu oni sami opisują to, co Pani próbuje odwzorowywać w swoich książkach…

Odwzorowywać? To by znaczyło, że się na kimś wzoruję i kogoś naśladuję. Nie sądzę, aby tak było.

Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłam. Chodziło mi o to, że młodzi sami piszą o swoich problemach.

Tak, wiem, bywam jurorką w konkursach literackich, organizowanych dla młodzieży. I zapewniam, że jeśli jakaś praca zyskuje nagrodę, to jest to rzecz oryginalna, prawdziwa, niepowtarzalna, bo tylko to, co własne się wyróżnia. Gdyby tak nie było, pisanie nie miałoby sensu. Przecież na świecie jest tylu genialnych twórców. A jednak ciągle, od nowa, ktoś próbuje opisać świat i nazwać uczucia. Epigoni nie mają racji bytu. Nie można pisać tak jak Prus, bo ten pisarz już był, ani jak Fox, bo ona jest, trzeba pisać po swojemu. Każdy piszący musi pisać własną wrażliwością, własnym doświadczeniem.

Jakie ma Pani plany na najbliższą przyszłość? Czy możemy się w najbliższym czasie spodziewać kolejnego bestsellera?

Pracuję nad drugą częścią powieści o Karolinie - „Karolina XL zakochana”. We wrześniu ukaże się moja powieść „Kobieta zaklęta w kamień” – dla moich starszych czytelników.

Może zdradzi Pani kilka szczegółów - co takiego przydarzy się Karolinie? Poza tym, czego możemy się domyślić z tytułu…

Wolę nie zdradzać więcej niż w tytule, jestem przesądna, mogłoby się nie udać. Wolę rozmawiać o książkach, które już są, bo przecież choćby tych z gatunku dla młodzieży napisałam kilkanaście.

Bardzo Pani dziękuję za wywiad. Życzę powodzenia w dalszym tworzeniu, wielu sukcesów i ogromnej satysfakcji z tego, co Pani robi.

Dziękuję, to pyszne życzenia. Pozdrawiam moich Czytelników i Czytelników Nastolatek.pl.

 

Źródło: www.nastolatek.pl


KOMENTARZE:

Dodaj komentarz (nie wymaga logowania)

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy do tego artykułu. Możesz być pierwszy.


...

 
Oceń artykuł:
   
SONDA

 
Wszystkie Wasze uwagi są na wagę złota. Piszcie!